Świerczewski ginie w Bieszczadach. Przypadkowo

Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu
Krzysztof Potaczała
Prószyński i S-ka 2021

Jabłonki. Miejsce śmierci

Bieszczady. Wieś Jabłonki, niedaleko Baligrodu. To tu stanął pomnik gen. Karola Świerczewskiego na pamiątkę jego śmierci. 

Świerczewski w Bieszczady przyjeżdża odwiedzić żołnierzy. Robi to z wielką ochotą, bo praca za biurkiem w Warszawie niezbyt mu się podoba. 

Wcale nie musiał jechać tą drogą. Ostrzegano go, że to niebezpieczny teren, gdzie UPA często organizuje zasadzki. Nie słucha. 

Ginie z rąk banderowców, którzy dopiero w gazetach przeczytają, że w czasie zasadzki na polski oddział zabili także polskiego generała. Wcześniej z efektów nie byli zadowoleni. 

…i miejsce kultu 

W Baligrodzie była pierwsza szkoła w Polsce, której nadano imię Karola Świerczewskiego. Potem w kraju powstanie takich wiele. Jabłonki są po sąsiedzku. Dzięki pomnikowi staną się na lata najważniejszym – obok zapory w Solinie – obowiązkowym punktem wizyt. 

Miejscowi mają dzięki temu pracę, kwitnie przemysł turystyczno-pamiątkowy. Tłumy harcerzy, turystów zmierza pod pomnik o różnych porach roku, nie tylko w okolicach rocznicy bohaterskiej śmierci. 

Sytuacja zmienia się, kiedy zmienia się polityczny klimat. Po 1989 roku znaki komunizmu stają się wrogimi symbolami, zaprzeczeniem polskości. W końcu w 2016 roku Sejm przyjmuje prawo, na mocy którego także pomnik Świerczewskiego trzeba usunąć. W lutym 2018 roku Świerczewski w Jabłonkach pada po raz drugi. 

Znikanie „Waltera” z bieszczadzkiej przestrzeni, spomiędzy Charchajki i Woroninkówki, trwa cztery dni. […] Wiosną 2018 roku właściciel budki z pamiątkami ostatni raz otwiera jej podwoje.

s. 255-256

Znika pomnik, ale poniżej w zaroślach zostaje pamiątkowy głaz z zatartym napisem.

„Generał, który się kulom nie kłaniał”  

Krzysztof Potaczała miał wystarczająco dużo materiału, żeby napisać biografię Świerczewskiego. Przekopał się przez dokumenty historyczne, relacje ze śledztwa, rozmawiał ze świadkami zdarzeń. Zna miejsce i miejscowych. Ale biografii napisać nie chciał. 

Zależało mi na tym, żeby to był reportaż o jego kulcie pośmiertnym, którego najważniejszym elementem był właśnie pomnik w Jabłonkach. Przede wszystkim próbowałem zrekonstruować, jak propaganda komunistyczna stworzyła legendę Świerczewskiego. 

Krzysztof Potaczała w rozmowie ze mną dla WP Książki

Ta legenda rodzi się szybko. Śmierć z rąk banderowców jest jej mitem założycielskim. Przez lata historycy będą powtarzać, że Świerczewski walczył z UPA. Tyle że to kłamstwo. Bo słynny „Walter” nigdy z upowcami nie walczył. W Bieszczady przyjechał na moment. I za moment zginął. Całkiem przypadkiem. 

Potaczała przekonuje nawet, że gdyby tego dnia nie pił alkoholu – choć z relacji autora wynika, że Świerczewski raczej od dawna nie trzeźwiał – to pewnie by uratował życie. 

Brawura pijanych polskich dowódców wydających i zmieniających rozkazy w myśl zasady: „co mi tu ktoś będzie…” od Świerczewskiego się nie zaczęła i na nim nie skończyła.

Historia niczego nie uczy. Zresztą także Świerczewskiego, którego lekceważenie, brawura i alkohol już wcześniej – choćby w czasie bitwy pod Budziszynem – kończą się jednymi z największych strat w ludziach w czasie II wojny światowej. 

Reportaż miejsca 

Zwykło się powtarzać, że w reportażu najważniejsza jest relacja ludzi: świadków, rozmówców. To one są esencją tego, do czego i o czym pisze autor. Stają się jądrem reporterskiej opowieści, w której fakty, miejsca, wydarzenia przemykają niczym w kalejdoskopie. 

W reportażach Krzysztofa Potaczały relacje świadków są ważne, nierzadko wyjątkowe. Ale i tak znacznie mocniej wybrzmiewa opowieść innego rodzaju. To historia miejsca, które w zadziwiający sposób nie tylko osadza opowieść w konkrecie: geograficznym, historycznym, społecznym, ale decyduje o jej wyjątkowej niepowtarzalności. 

Opowieść o Świerczewskim bowiem inaczej by brzmiała opowiadana przez autora siedzącego przy biurku w Warszawie. Wielka historia jest u książce Potaczały obecna aż nadto. Jednak to właśnie perspektywa bieszczadzka, spojrzenie lokalne nadaje jej walor opowieści wyjątkowej. I każe nam przeorganizować myślenie o relacji centrum – peryferia. 

Inność metody pisania Potaczały zasadza się właśnie na pewnej uważności, zakorzenionym lokalnie wyczuleniu na drobne elementy ukryte w zaroślach. Sprowadza się do opisu, w którym – co jeszcze wyraźniej widać w jednej z poprzednich książek To nie jest miejsce do życia – los miejsc i ludzi obserwujemy jako tak samo dramatyczny. Tak samo poddany przypadkowości Historii. 

To wyczulenie na miejsce – raczej wynikające z bycia zakorzenionym w tamtym terenie niż stosowane jako świadoma strategia – daje nam, czytelnikom, wgląd w świat widziany od wewnątrz. Świat, w którym wiedza lokalna staje się punktem odniesienia, regulującym relacje społeczne. 

Dlaczego wracali?

Na pograniczu owe relacje społeczne wcale nie są ani jednoznacznie ustalone, ani stabilne. Śmierć Świerczewskiego przesądza o przesiedleniach Ukraińców. 

Kiedy po 1956 roku rząd polski pozwala, część z nich wraca w Bieszczady. Nie mogą osiedlać się w miejscach, w których kiedyś mieszkali, nie ma ich domów, często nie ma cerkwi. Rusini już nie stanowią większości. Polacy są wrogo nastawieni. A mimo to wracają. 

Dlaczego? Z przywiązania do korzeni? Wracać do miejsc, w których wydarzyło się tak wiele złego, nie jest ani oczywiste, ani proste. W tym uładzonym polonistycznie „przywiązaniem do korzeni” kryje się znacznie więcej, niż na pierwszy rzut oka widać. Znajomy krajobraz, te same utarte zwyczaje, lokalne rytuały. 

Lokalność staje się w takim przypadku doświadczeniem, w którym relacje sąsiedzkie budowane są w równej mierze poprzez poczucie wspólnoty, jak i konflikt związany z odmiennością tradycji, języka czy wyznawanej religii. Jedno i drugie wiąże nie mniej silnie.

Może więc Ukraińcy wracali, bo z wszystkich miejsc na świecie właśnie tu, w Bieszczadach – znanym krajobrazie, tradycji i pamięci – czuli się najbardziej u siebie? Bo bycie tutejszym jest zawsze wyborem tożsamości, w której szukamy jednoznacznego oparcia, by przeciwstawić się perspektywie bycia obcym. 

Dlatego warto czytać książki napisane przez takich autorów jak Krzysztof Potaczała.

Poprzednie reportaże Krzysztofa Potaczały

13 lipca 2021

Jeden komentarz

Dodaj komentarz