Gdyby Giedroyc wydał Skrzyposzka…

Jerzy Giedroyc to postać, której każdy choć trochę interesujący się współczesnością, nie może pominąć. Do historii przeszedł jako Redaktor, twórca Instytutu Literackiego „Kultury” w Maisons-Laffitte. Wydawał pisarzy, którzy nie mogli publikować w kraju.

Mało kto pamięta, że był wcześniej politykiem, urzędnikiem pracującym w ministerstwach rolnictwa czy przemysłu. I w zasadzie politykiem pozostał, pokazując, że właśnie poprzez kulturę, literaturę, można drążyć skałę totalitarnego systemu. Polską sprawę, suwerenność i wolność, traktował jako misję. 

Troska o Wschód

Dziś często przypomina się, że Giedroyc razem z Juliuszem Mieroszewskim sformułowali koncepcję, w której wolność i suwerenność Polski była uzależniona niejako od suwerenności Ukrainy, Litwy i Białorusi. Dziś można z tym dyskutować, ale w połowie lat 70. XX wieku nie sposób wyobrazić sobie, jak śmiała i dalekosiężna to była myśl. 

Różnie myślano o tym i wówczas. Czesław Miłosz uważał, że iluzją są przekonania Giedroycia o Polsce, która może być katalizatorem zmian w Rosji. 

Miłosz znajduje przystań w Maisons-Laffitte

Giedroyc promował i wspierał pisarzy. Jego zasługi dla literatury polskiej są nieocenione. Sam w zasadzie nie pisał – poza listami rzecz jasna. Przeszedł więc do historii jako Redaktor – wybierający, decydujący o tym, kto i co zostanie wydane. Sugerował poprawki. A przede wszystkim kształtował myśl polityczną.

Po Giedroyciu pozostały przede wszystkim obszerne zbiory korespondencji. Korespondencja z Miłoszem należy do najciekawszych, szczególnie ta z początków, czyli lat 1952-1963. Zawiera 350 listów. 

To był trudny okres dla Miłosza. Rzuca pracę w dyplomacji i decyduje się na emigrację. Schronienie znajduje u Giedroycia, który razem z Czapskim kontaktują się z francuskim MSW i uzyskują zgodę na pozostanie Miłosza w Maisons-Laffitte. Miłosz poprosi o azyl polityczny. Długo będzie czuł się zdrajcą. Za takiego uzna go emigracja londyńska. Paryska „Kultura” stanie murem za Miłoszem. 

W „Kulturze” w tym czasie zaś kształtowała się myśl, jaką rolę ma odgrywać na emigracji. Sprawa Miłosza okaże się w pewnym sensie także kamieniem milowym w określeniu tożsamości pisma i środowiska wokół Maisons-Laffitte. 

Ich korespondencja to zapis trudnej przyjaźni, sporów autora z redaktorem, artysty z politykiem. 

Polska sprawa i rola pisarza 

Rolą poety jest mówić gorzkie prawdy – Giedroyc uspokajał Miłosza. Redaktor uważał go za egoistę i człowieka z kompleksem zdrady wobec kraju. Ale i poeta złośliwości nie szczędził Redaktorowi, czasem nazywając go wręcz „uczynnym urzędnikiem”. O tej trudnej przyjaźni pisano już nieraz. Zawsze też podkreśla się, że niezależnie od różnic (często burzliwie wypowiadanych w listach) Giedroyc zawsze bronił Miłosza.

Równie ciekawe jednak jest i to, co ich łączyło. Wspólne było spojrzenie na polskość, w której wartości narodowe nader często przybierają postać nacjonalistyczną, endecką. Z niechęcią patrzyli na sklejanie się narodowego z katolickim. Do dziś Polak katolik jest nierozerwalnym elementem narodowego i patriotycznego imaginarium. 

Podobnie Miłosz i Giedroyc widzieli też rolę literatury i pisarza, nawet jeśli Miłosz zarzucał Giedroyciowi, że ten „próbuje go użyć” do własnych celów albo że „diabła by drukował”, jeśli pasuje mu do strategii. O tej roli i wizji można by napisać wspaniały esej, prześledziwszy ich korespondencję. 

Kogo Giedroyc nie wydał

Być wydanym przez paryską „Kulturę” z biegiem lat stało się rodzajem zaszczytu, nobilitacji. Było de facto włączeniem do kanonu literatury polskiej, gwarantowało dotarcie do czytelników. Do dziś półki w wielu mieszkaniach zapełnione są książkami wydanymi przez „Kulturę” paryską. 

Zastanawiam się czasem, jak dziś myślelibyśmy i czytali pisarza, którego Giedroyc nie wydał. Kim w literaturze polskiej byłby dziś Christian Skrzyposzek? 

Emigrant Marca 68 

Christian Skrzyposzek, postać niegdyś legendarna, na polonistyce warszawskiej w latach 60. uchodził za charyzmatycznego, wyrazisty głos młodych. Szykujący się do wielkiego debiutu, aktywny uczestnik debat literackich. Rówieśnicy pozostają pod jego wrażeniem często do dziś. 

Fragment jego debiutanckiej powieści Kabotyn ukazał się w 1967 roku w warszawskiej „Kulturze”. Rok później złożył maszynopis całości w Czytelniku, ale został odrzucony, podobno przez cenzurę. 1968 rok był wyraźną cenzurą w kulturze polskiej. Skrzypaszek w 1969 roku decyduje się na emigrację, żeby móc dokończyć swoje dzieło życia – Wolną Trybunę

O Christianie już kiedyś słyszałem. Wśród studentów zainteresowanych książkami i literaturą mówiono szeptem (a szept brzmiał wówczas, pod koniec lat sześćdziesiątych, znacznie głośniej niż obecnie krzyk), że pisał tajemniczą powieść, wymierzoną przeciwko systemowi, chowając ją troskliwie przed cenzurą i często opowiadając o niej znajomym.

B. Świderski, Asystent śmierci, W.A.B. 2007, s. 222

W Berlinie Zachodnim, gdzie wylądował, nad Wolną Trybuną pracował do lat 80. W 1983 roku ukazała się po niemiecku, rok później – po holendersku. Skrzypaszek chciał także wydrukować książkę w paryskiej „Kulturze”. Gustaw Herling-Grudziński w imieniu wydawcy zażądał oczyszczenia powieści językowo (z obscenicznej warstwy). 

A to język właśnie jest kluczowy w niej. Z niego utkana jest cała materia narracyjna. Na tym polegał eksperyment, żeby pokazać, jak sztuczność PRL przełożyła się na sztuczność, brutalizację i obsceniczność języka. Nie dziwi więc, że Skrzypaszek nie mógł na to przystać. Skazana na banicję Wolna Trybuna w Polsce ukazała się dopiero po samobójczej śmierci pisarza w 1999 roku, wydana przez W.A.B.  

Radykalna próba zmiany gatunku

Wolna Trybuna nie doczekała się za wielu komentarzy, spodziewanych i oczekiwanych przez autora. Cierpiał z tego powodu, wielu uważa, że niedocenienie i brak zrozumienia przyczynił się do choroby, a nawet śmierci autora. 

Wolna Trybuna była eksperymentem formalnym, ale i rozprawą ze sztucznością PRL-u, jego ukąszeniem językowym. Jest próbą znalezienia formy narracyjnej będącej budulcem świata, o którym się opowiada bez użycia narratora. Narracją, która poprzez swoją wielogłosowość, próbowała ustawić autora i czytelnika na równych prawach w odczytaniu świata powieściowego. Dziś powiedzielibyśmy o aktywnym uczestniku, a nie biernym odbiorcy. Jedno jest pewne, w taki sposób w Polsce nie pisał nikt.  

Recenzent „Der Spiegel” Edgar Hilsenrath w recenzji wydania niemieckiego uznał ją za „wyjątkową próbę radykalnej zmiany morfologii tradycyjnie pojmowanego gatunku powieści”.

14 września 2020

Dodaj komentarz