Łąka umarłych – o przyglądających się zbrodni w Wielkich Lipach

Łąka umarłych
Marcin Pilis
Lira 2020

Wieś jakich wiele 

Wielkie Lipy to wieś, w której rozegrała się zbrodnia do złudzenia przypominająca Jedwabne. W 1942 roku żydowscy sąsiedzi zostają wymordowani przy dużym i aktywnym współudziale polskich mieszkańców. Część zamiast do stodoły zostaje wpędzona do bożnicy – we wsi znikają więc wszelkie ślady dawnych mieszkańców. 

Mamy tu repertuar znanych motywów: stodoła (najmocniejszy obraz z Sąsiadów Jana Tomasza Grossa), patrzący bez słowa tłum czy polskie dzieci w roli naganiaczy (podobnie jak choćby w Wielkim Tygodniu Jerzego Andrzejewskiego).

Nie tylko zresztą tu, w paru innych wsiach było to samo, ale to Lipy miały być przykładem. Komuniści za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do tego, aby w Polskę poszła wieść, że Polacy też zabijali.

s. 334

Inwazja pamięci 

Milczenie jest czymś więcej niż tylko stawką przeżycia w polskiej wspólnocie. Dlatego najbardziej Wielkim Lipom zagrażają obcy. 

W powieści mamy trzy główne plany czasowe. O wydarzeniach z 1942 roku dowiadujemy się z Pamiętnika Jerzego Hołotyńskiego – astronoma, który obserwował zdarzenia w czasie wojny, spisał je, a przed śmiercią zobowiązał syna Andrzeja do przyjazdu do Wielkich Lip z tajemniczym poleceniem, żeby zrobił porządek. 

W 1970 roku Andrzej Hołotyński zjawia się we wsi i ciąg tajemniczych zdarzeń odsłania przed nim wydarzenia sprzed lat. W 1996 roku do Wielkich Lip przyjeżdża Niemiec Karl Strauch, który w czasie wojny dokonał czystki we wsi. W 1997 roku dochodzi do spotkania Andrzeja Hołotyńskiego z Heinzem Strauchem – synem dawnego SS-mana. 

Kluczowe wydarzenia i oś narracji toczą się właśnie wokół przybycia Andrzeja. Zjawia się w Wielkich Lipach z innego świata. Jak się okaże, nie tylko nie jest w stanie się temu zastanemu światu przeciwstawić, ale wręcz utknie w nim na zawsze.

Chłopi mordują, a inteligent się przygląda

Że nie tylko Niemcy, ale że żyjący tu ludzie im pomogli, sami ganiali Żydów po lasach i nie trzeba ich było ani zmuszać, ani zachęcać.

s. 334

W Wielkich Lipach w 1942 roku to chłopi rozprawiają się z Żydami. Pokazani jako kryminaliści, którzy także po wojnie przysłużyli się nowemu systemowi.

Mieszkają wciąż we wsi. W ramach narzuconej im pokuty raz na jakiś czas poddawani są rytualnemu pokutnemu biczowaniu wykonywanemu w podziemiach klasztoru przez przeora. Reszta wioski patrzy w milczeniu.

To nie bezwolni wykonawcy rozkazów niemieckich. Z Pamiętnika Jerzego Hołotyńskiego wyłaniają się jako aktywni sprawcy, z siekierami rozprawiający się z dawnymi sąsiadami. 

W czasie wojny jedynie Janek – późniejszy przeor – próbuje sprawić, żeby wieś ocaliła przed Niemcami swoich żydowskich współmieszkańców. Bezskutecznie. Jego działania zresztą przypominają bardziej próby negocjacji, jakby oczywiste było, że zbrodnia jest nieuchronna.

Żydzi też nie wierzą w pomoc nieżydowskich sąsiadów i w większości wolną schronić się w lesie. Na nic się to zda, zostaną wytropieni. Nieżydowska część wsi niejako z automatu uruchamia w sobie repertuar antysemicki. Obraz polskich dzieci naganiających i wskazujących żydowskich kolegów nie pozostawia złudzeń co do tego, jak sprawy się mają. 

Pozostają wyjątki: Krystyna Pakuła z Jerzym Hołotyńskim ocalają żydowską dziewczynkę, późniejszy sołtys Roman Podbierski. Ale i oni po wojnie milczą, żyją, współżyją obok dawnych morderców, tkwią w zaklętym kręgu współodpowiedzialności.

Widzialny teatr Zagłady 

Nie wierzyłem w to, co rozgrywało się na moich oczach. Dokooła milczący tłum, nieruchomy jak na jakimś obrazie, a pośrodku siedmioro czy ośmioro znękanych ludzi. Poszli do bożnicy, potykając się, zalani krwią, poszturchiwani przez pałętające się wokół dzieciaki.

Pamiętnik Jerzego Hołotyńskiego, Wielkie Lipy, 1942, s. 205

Powieść Pilisa problematyzuje pytanie o rolę patrzących na Zagładę. W badaniach nad Holokaustem rozróżnia się patrzących, obserwujących, widzów. To ci, którzy w różnym stopniu widzieli, ale nie interweniowali, nie zapobiegli tragicznym zdarzeniom. 

Powszechna do niedawna kategoria świadka więcej zaciemnia, niż odsłania. Domaga się doprecyzowania i skalibrowania na nowo.

Pozycja Hołotyńskiego różni się od pozycji mnichów z klasztoru, choćby dlatego, że Jerzy patrzył zabijanie żydowskich współmieszkańców z bliska. Mnisi niejako odwrócili wzrok. Ale jedni i drudzy wiedzieli, co się dzieje.

Można by za badaczkami i badaczami Holokaustu określić Jerzego jako obserwatora uczestniczącego wtajemniczonego. Bo to właśnie spojrzenie, patrzenie staje się najbardziej podstawową formą działania i oddziaływania, czyli sprawczości, polskiej inteligencji w czasie Zagłady. 

Andrzej poprawił okulary i przestał zdjęcie bliżej lampki. Ta część nie była tak wyraźna jak pierwszy plan z Karlem Strauchem celującym w głowę kobiety i grupą prowadzonych Żydów, ale niektóre twarze z tłumu dawały się zidentyfikować. […] Teraz widział wyraźnie i nie miał wątpliwości: na zdjęciu wśród tłumu stał jego ojciec. […] To był Jerzy Hołotyński, w pierwszym szeregu, obok niego chłopak z siekierą w ręce. Ojciec patrzył na strzelającego Niemca.

s. 308

Milczenie dawnych patrzących z bliska i daleka uszczelniało ten system przemocy i zatajania zbrodni. W tej organizacji spojrzeń po latach bierze udział także Andrzej, oglądając fotografię z ojcem w pierwszym szeregu. 

Bo nawet jeśli narrator usilnie próbuje ocalić Jerzego, uwieczniony na fotografii jest  jednym z widzów teatru Zagłady, który widział, rozumiał, współuczestniczył. 

Lektura po Grossie 

Kiedy w 2010 książka Pilisa wyszła po raz pierwszy, krytycy i badacze literatury widzieli w niej przede wszystkim narrację pojedwabieńską, która próbuje ocalić dobre polskie imię i świętość Kościoła katolickiego. Mieszkańcy Wielkich Lip określani byli jako bezwolni wykonawcy niemieckich rozkazów. 

We wrześniu 2020 wydawnictwo Lira wydaje poszerzone i uzupełnioną wersję Łąki umarłych. Dzisiejsza lektura skupiać się może na wszystkich tych sygnałach i obrazach, które pokazują nie bezwolność, ale sprawczość także tych stojących obok chłopa z siekierą. 

Bo dziś, kiedy – jak pisze Tomasz Żukowski w książce Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów (Wielka Litera 2018) – „inwazja wiedzy o współudziale Polaków w Zagładzie zamienia się w katastrofę sfery symbolicznej”, Wielkie Lipy to nie wyizolowane ze reszty Polski miejsce traumatyczne, ale część większej całości.

Polski inteligent patrzył na strzelającego Niemca. Po latach jego syn patrzy na niego w tym tłumie zbrodniarzy, milczącego, z bladą twarzą. Czy dlatego Andrzej zostaje pozbawiony wzroku? Bo nie potrafił znieść tego widoku?

Kiedy dochodzi do spotkania z Heinzem, Pilis ustawia syna SS-mana w roli tego, który wstydzi się za czyny ojca. Andrzej wstydu nie odczuwa. Pozostaje ślepy na polską winę. I bierze udział w ciągu dalszym zmowy milczenia. Strażników niepamięci. 

Literatura medium pamięci

Powrót Pilisa do powieści sprzed lat ma wymiar symboliczny. Jakby zadra pamięci, która nie daje spokoju, zmuszała do powrotów, do pracy w archiwum wspomnień i powrotu wypartego. Na tym polega moc literatury jako medium. Zgodnie z tym, co pisze Astrid Erll w Kulturze pamięci

Literatura wypełnia niszę w kulturze pamięci, ponieważ jak żaden inny system symboliczny wykazuje zdolność – a w zasadzie tendencję – do odwoływania się do zapomnianych i stłumionych oraz niezauważonych, nieuświadomionych i niezamierzonych aspektów przeszłości. Dlatego już na poziomie mimesis I – dzięki odwołaniom stanowiącym repertuar konwencji – literatura aktualizuje elementy, które wcześniej nie były – lub nie mogły być – dostrzeżone, wyrażone lub zapamiętane w sferze społecznej

Astrid Erll, Kultura pamięci. Wprowadzenie, s. 238

Nagromadzenie obrazów Zagłady, które nie dają o sobie zapomnieć, czyni z Łąki umarłych lekturę ciekawych odkryć i nieoczywistych odsłon, domagających się nowych opracowań i interpretacji. 

Co zrobić, żeby dostać książkę?

W prezencie od wydawnictwa czekają egzemplarze Łąki umarłych.

Wystarczy w komentarzu pod wpisem albo na Facebooku bądź Instagramie, wymienić inną książkę o Holokauście, która zrobiła na Was wrażenie. I oczywiście zapisać się do newslettera :).

7 listopada 2020

14 komentarzy

  • Agnieszka 6 miesięcy temu

    Przeczytałam bardzo wiele książek o Holokauście – opracowań, esejów, reportaży, opowiadań, powieści. Która budziła emocje? – każda, bo do tego tematu wrażliwy człowiek nigdy nie będzie w stanie podejść na spokojnie. Ale jeśli mowa o największym wrażeniu, to wymienię dwie. Pierwsza to komiks „Maus” Arta Spigelmana, który przez swoją formę wydawał się być niegodny tematu, ale właśnie tylko wydawał.Druga to „Tworki” Marka Bieńczyka, książka która chwyta za serce i nie pozwala o sobie zapomnieć, mimo że nie padają tam słowa: Żyd, Zagłada, obóz, getto.

    • Katarzyna Buszkowska 5 miesięcy temu

      Dzięki za przypomnienie o „Maus”. To faktycznie niesamowita książka- historia ojca ocalałego z Auschwitz opowiedziana przez syna, ale i przy okazji mówi o trudnej relacji syna z ojcem. Mnie te grafiki śniły się w nocy po lekturze.

  • Katarzyna 6 miesięcy temu

    Z racji historii mojej rodziny (mój dziadek zginął w Auschwitz) i faktu, że dość wcześnie (bo jako mała dziewczynka) byłam w obozie, a potem za każdym razem, gdy jechałam do rodziny, przejeżdżaliśmy tamtędy i przez okno samochodu patrzyłam na druty, to byłam na tyle wstrząśnięta, że późniejsze lektury nie robiły na mnie już takiego wrażenia. Te wspomnienia utrwaliły we mnie dość czarno-białe, patetyczne myślenie. Dlatego tak naprawdę wrażenie zrobiła na mnie rozmowa Dariusza Zaborka z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską „Czesałam ciepłe króliki”. I choć można zgadzać się lub nie zgadzać z poglądami bohaterki to nie można jej odmówić poczucia humoru, optymizmu i odwagi. Na mnie zrobił wrażenie opis obozowego świata i codziennego życia.

    • Gonia 5 miesięcy temu

      Poruszyla mnie głęboko i nie daje o sobie zapomnieć książka
      pt.” Mama zawsze wraca” Agaty Tuszyńskiej. Opowieść o małej dziewczynce, Zosi Zajczyk, ktora przeżyła holocaust ukryta przez matkę w piwnicy.
      Świat wyobraźni i miłość matki pomogły Zosi przetrwać.
      Tekst dopełniają niezwykłe ilustracje Iwony Chmielewskiej.
      Czuję wręcz pod palcami fakturę haftu z opaski nałożonej na książkę.

      • Renia 5 miesięcy temu

        „Wakacje nad Adriatykiem” czytam po raz drugi. Za pierwszym razem, dawno temu, skupiałam się na obozowych wspomnieniach, na próbie ratowania kogoś, kto się już dawno poddał. Na tym jacy jesteśmy różni, jaką siłę można w sobie odkryć żeby móc się nią jeszcze dzielić. Teraz skupiam się bardziej na tym co po Zagładzie . Na uczuciach towarzyszących podczas, wydawałoby się, beztroskich wakacji. Kiedy spośród radosnego pisku i szumu fal dobiega głos stamtąd, z „Królestwa za mgłą”. Odwieczne pytanie… jak to możliwe, że osoby po obozowych przejściach mogły normalnie żyć, śmiać się, zakochiwać, mieć dzieci o ile nie przeprowadzano na nich eksperymentów…
        Książkę cudnej Zofii Posmysz bardzo polecam.

        • Katarzyna Buszkowska 5 miesięcy temu

          Ja tak „Medaliony” czytałam kilka razy. „Wakacji nad Adriatykiem” nie znać – i chętnie przeczytam. Dzięki!

  • Bogumila 5 miesięcy temu

    Złote żniwa Grossa, Moje wszystkie mamy

    • Katarzyna Buszkowska 5 miesięcy temu

      Tak, Gross rozpoczął nową epokę mówienia/pisania o Holokauście.

  • Anna 5 miesięcy temu

    Bunt w Sobiborze-Philip Bialowitz

    • Danuta 5 miesięcy temu

      ”Strach” Grossa, ”Położna z Auschwitz” M.Knedler

      • Inga 5 miesięcy temu

        Jako że jestem mamą trójki dzieci i zapewne to szczególnie o pamięć dziecięcych oguar Holokaustu dbam, przeczytałam że ściśniętym sercem i łzami Dzienniki Reni Spiegel i Anny Frank. Chciałam poznać uczucia niewinnych dzieci, ofiar nienawiści , ksenofobii, antysemityzmu. Próbowałam zrozumieć, patrząc na swoje dzieci, ich strach, głód,tęsknotę, przerażenie i nigdy nie pojmę, nie zaakceptuję, draństwa denuncjacji, współpracy, biernego przyglądania się mordowaniu i współudziałom katolickim sąsiadów w mordowaniu żydowskich sąsiadów. Co gorsza angażując dzieci i młodzież w te krwawe igrzyska, ci katoliccy sąsiedzi wlewali w głowy swoich własnych dzieci prawo do zabijania, nienawiści, antysemityzmu i tak z pokolenia na pokolenie niszcząc dziecięce serca.

        • Katarzyna Buszkowska 5 miesięcy temu

          Przyznam, że „Dziennik Anny Frank” po raz pierwszy przeczytałam w całości dopiero kilka lat temu na wakacjach. I niezależnie od infantylnego języka, który jest przecież nieunikniony, skoro to wspomnienia dziecka, zrobiły te zapiski na mnie ogromne wrażenie. Sława tej książki jest absolutnie zasłużona.

  • Katarzyna Buszkowska 5 miesięcy temu

    Ponieważ zbliża się moment przesłania książek – proszę o zapisanie się do newslettera, jeśli ktoś jeszcze tego nie uczynił. Skontaktuję się z osobami, które książki otrzymają. Liczę, że po lekturze podzielicie się wrażeniami 🙂

  • Marzena 5 miesięcy temu

    Czytam tych książek wiele, wiele wyciska mi łzy z oczu, wiele złości i odbiera oddech. Teraz czytam „Strażników fatum” Bożeny Keff (Krytya Polityczna) i muszę czytać po trochu, żeby oddychać.

Dodaj komentarz