Dlaczego nie podoba mi się Polska

Słownik polsko-polski
Wojciech Wilczyk
Karakter 2019

Święta wojna
Wojciech Wilczyk
Karakter 2014

Niewinne oko nie istnieje
Wojciech Wilczyk
Ha!art 2009

Lista skarg i zażaleń jest długa. Literatura od lat boryka się z polskością, która uwiera, krępuje i nie pasuje. Jak jednak to uczucie staje się nieznośne, odczuwam dopiero wówczas, kiedy stykam się z dokumentalną fotografią Wojtka Wilczyka.

Nieprzystawalność pejzażu  

Od lat 90. Wojciech Wilczyk konsekwentnie skupia się na zapisie dokumentalnym, który odwołuje się do topograficznego szczegółu. W wyborze kadru kieruje się tym, żeby pokazać kontekst współczesnych polskich miast i miasteczek.

Światło wynika z pogody, kadr zazwyczaj frontalny. Rzuca się w oczy surowość widzenia. Żadnego estetyzowania. To celowy wybór. Bez fałszowania. To także metoda pracy i podejścia do tego, czym fotografia dokumentalna ma być.

Bo o ile w reportażu fotografia uwierzytelnia działania, pokazuje, że reporter był na miejscu, zobaczył, zatrzymał w kadrze, by opowiedzieć o swoim doświadczeniu, o tyle u Wilczyka mamy do czynienia z dokumentem antropologicznym. Jego celem jest uwidocznienie tego, co „chowa się”, czego unikamy, gdzie odwracamy wzrok albo nie widzimy.

To pamięć miejsc demaskuje iluzję. Synagogi zamienione w kina, remizy strażackie stają się świadectwem czegoś jeszcze: nieprzystawalności pejzażu do naszego wyobrażenia. Trwają na przekór historii i wbrew niepamięci. Uwierają.

Niewinne oko nie istnieje

Z tego uwierania wzięły się najciekawsze projekty fotograficzne Wilczyka: Niewinne oko nie istnieje (2009), Święta wojna (2014) czy Słownik polsko-polski (2019). Pierwszy dokumentuje synagogi, domy modlitwy i midrasze, których obecność w polskim krajobrazie przypomina o tym, o czym chcemy zapomnieć – o Zagładzie.

Tu nie ma mowy o niepamięci, bo – jak wynika z zapisanych rozmów ze spotkanymi mieszkańcami – każdy wie, co w danym miejscu się znajdowało. Wilczyk jednak nie ocenia. Nie moralizuje. Tak za pomocą kadru, jak i za pomocą języka poetyckiego rejestruje to, co widzi, co usłyszał. I przekazuje nam, żebyśmy także to zobaczyli.

I zachwycili się? Nie, trudno o zachwyt. Zszokowali? Też raczej nie. Być może wystarczy, żebyśmy zobaczyli to, od czego na co dzień odwracamy wzrok, a w czym wyrośliśmy. Czy na tyle oswoiliśmy się i usadowiliśmy się, że już nie widzimy?

Praca Wilczyka z zaćmą pamięci przekonuje, że dopiero wyjście z odrętwienia pozwala lepiej rozumieć, co się w naszej wspólnocie (narodowej, ale i tej najbliższej, sąsiedzkiej) dzieje. 

Tak wyglądała dawna synagoga w Wielkich Oczach w 2009 roku, kiedy sfotografował ją Wojtek Wilczyk
A tak wygląda obecnie, czyli maju 2020 roku. Po publikacji Wilczyka to jedno z miejsc, gdzie udało się odrestaurować budynek. Fot. Katarzyna Buszkowska

Szukanie wroga

O tym także opowiadają kolejne dwa projekty (Święta wojna oraz Słownik polsko-polski), które są zapisem wojny kibicowskiej na murach oraz dokumentem polskiego patriotyzmu. Przerażająco wygląda Polska czytana poprzez antysemicki język murali, gdzie słowo „Żyd” jest największą obrazą i tak naprawdę w języku kibiców oznacza: „jesteś martwy”. 

Wilczyk nie poprzestaje na kilku przykładach, nie interesują go efektowne lokalizacje, żonglowanie światłocieniem czy szukanie nieoczywistego kadru. Interesuje go, jak jest naprawdę, jak to wygląda w naszej codzienności, kiedy wychodzimy z psem na spacer albo siedzimy na przystanku. Jak nie patrzymy. Albo udajemy, że nie widzimy. Gdy obok nas narasta agresja i kiedy rozkręca się spirala szukania wroga. 

murale patriotyczne na murach to głównie żołnierze wyklęci
Tychówko, lipiec 2019. Jeden z murali zamieszczonych w Słowniku polsko-polskim

Definiowanie polskości

Na murach roi się od antysemickich haseł, swastyk, czy nawet nawiązań do Hitlera. Od Świętej wojny minęło dziesięć lat, a kolejne pokolenia przejmują język nienawiści i używają go, szukając wrogów i wykluczając ze wspólnoty narodowej. Czy poprzez nawiązania do faszyzmu definiują polskość? Ewidentnie fascynują się faszyzmem – odpowiada w wywiadzie Wojciech Wilczyk.

Jeżdżąc po Polsce przez ostatnią dekadę, Wilczyk udowadnia, jak sprawnie od lat działa machina wyszukiwania wroga, który rzekomo zagraża polskiej kulturze – w postaci Żydów, uchodźców, osób LGBT. Jak łatwo ją uruchomić jednym politycznym bluzgiem, jak staje się bliska i znajomo dźwięczy w uszach. To kręgosłup polskiej tożsamości. 

Interwencja w codzienność

Dokumentacja ponad 500 murali patriotycznych – głównie przedstawiających żołnierzy wyklętych – zrobiona na terenie całej Polski przekonuje nieodparcie, jak bardzo nasze narodowe imaginarium buduje obsesyjne zagrożenie ze strony wyimaginowanych „obcych”. 

Zdjęcie więc nie tylko dokumentuje to, co w rzeczywistości zastane, ale niejako inicjuje na nowo kontakt z tym, co funkcjonowało w swoistej zaćmie pamięci. Obraz, ale i poetycki cytat z rzeczywistości staje się nową praktyką działania, interwencji w codzienność. 

Biorąc pod uwagę poezję Wilczyka, widzimy, jak zmienia się relacja między tym, co wizualne, i tym, co werbalne. Bo projekty dokumentalne Wilczyka nie tylko służą unaocznieniu, ale i niejako uczytelnieniu obrazu. 

Minimalizm 

Poetyka dyscypliny, której hołduje Wilczyk, skutkuje tym, że otrzymujemy obraz (na zdjęciu bądź w sytuacyjnej scence poetyckiej) wpędzający nas w poczucie obcości. Obcości wobec własnej kultury i nas samych. Właśnie dlatego nas uwiera to, co Wilczyk podsuwa nam w fotografii bądź poezji.

Ale to byli Żydzi… – uśmiecha się krzywo
historyk sztuki M., gdy rozmawiamy 
o kolekcjonerskiej pasji Gertrudy
i Leona Steinów.

(Czuły guziczek z tomu Realizm)

Poetycki minimalizm wywołuje z szumu języka świat rzeczy i ludzi oraz na nowo ustanawia połączenia między nimi. Nie ma w tych obrazach nic z wygodnego poczucia straty, bo w realności, w której Wilczyk operuje, nikt straty (po Żydach) nie odczuwa. 

Pamięć ucieleśniona

Konsekwentna droga Wilczyka służy właśnie budowaniu – jak to nazywa – atlasów, unaocznia i uczytelnia pewien fragment rzeczywistości.

Dzięki temu doświadczenie wizualne i poetyckie spotykają się i powołują do życia nową jakość – doświadczenie spojrzenia i przeżywania. 

A przy okazji buduje ono pamięć ucieleśnioną – umiejscowioną (osadzoną) w konkretnej wspólnocie i pod konkretnym adresem do wyszukania w Google Maps. Dzięki temu to, co wypierane, przywołane zostaje w swoim materialnym kształcie.

Jak z Polską radzą sobie polscy pisarze, szczególnie kiedy ich uwiera? Zestaw lektur polecam w artykule na Wp.pl: Kiedy uwiera Polska. Literaci trafiają w samo sedno

11 listopada 2020

Dodaj komentarz