Wszystkie miejsca Jerzego Pilcha

Spis cudzołożnic
Inne rozkosze
Tezy o głupocie, piciu i umieraniu
Miasto utrapienia
Moje pierwsze samobójstwo
Dziennik
Drugi dziennik
Jerzy Pilch

Literacka mapa Jerzego Pilcha przez całą twórczość będzie miała jedno centrum, które zaczyna się w miejscu urodzenia. Do Wisły będzie wracał przez całe życie, Kraków – miejsce dojrzewania, studiowania, pierwszej pracy, ważnych ludzi – opuścił dla Warszawy, którą wybierze na miejsce do mieszkania i do pracy. 

Wisła. Mapa inicjacji

Chronologicznie pierwsza, tam wraca, ale i stamtąd lubi wyjeżdżać. Wychował się w domu dziadków, gdzie spędził pierwsze 10 lat życia, w ortodoksyjnej luterskiej rodzinie. 100 metrów od kościoła, 50 metrów od parafii i 20 metrów od „pewnej znanej wiślańskiej knajpy”. Tak wyglądała mapa inicjacji. 

(…) zaraz za Ustroniem sentymentalny skurcz ducha, potem Polana, wyciąg na Czantorię, Krzyżówka, autobus skacze na przejeździe kolejowym i skacze serce moje, most na Pile, Wisła. (…) Znów się udało – dojechałem, ocalałem, umknąłem”. (Tezy o głupocie…, 225)

W pisarstwie Pilcha na Wisłę natykamy się co rusz. Jest w debiutanckim tomie, kiedy szuka źródeł i inspiracji do pisania; znajduje dwa lata po Spisie cudzołożnic, kiedy do rąk czytelników trafiają Inne rozkosze (1995) – napisane na stypendium w Stanach Zjednoczonych – pokazujące wiślański świat, w którym punktem odniesienie jest luteranizm. 

Wisłę widzimy oczami małego chłopca, który szykuje się do przeprowadzki do Krakowa (Moje pierwsze samobójstwo), oczami studenta, który przyjeżdża na luterskie pogrzeby znajomych i bliskich (Tezy o głupocie, piciu i umieraniu). Nigdy jednak na zawsze pozostać tam nie chce. „Wisła jako duchowa forma życia” – jak zatytułuje Pilch tekst dołączony do zbioru felietonów Tezy o głupocie, piciu i umieraniu (1997). 

Gdy tylko pojawiają się namowy, by zostać i wzmacniać wiślańską tożsamość, chęć ucieczki z powrotem do Krakowa bierze górę. Szybko okazuje się, że i tam nie ma ulgi, więc znowu powrót. 

Wisła okaże się też życiodajna i przywracająca zdolność opowiadania w Drugim dzienniku i jego kontynuacji na łamach „Tygodnika Powszechnego” pisanej pod hasłem Autobiografia w sensie ścisłym. W poprzedzającej Drugi dziennik powieści Wiele demonów nada jej Pilch status magicznego miejsca-symbolu. 

Jest geografią początku życia – czytanym jakby na przekór zanikowi piszącego autora zmagającego się z chorobą Parkinsona – w tekście, który jest dialogiem ze śmiercią. Wisła, choć nieobecna z nazwy, bez trudu da się rozpoznać w powieściowej Sigle (bp Wantuła dekoduje ją w planie prywatnym, zameczek ofiarowany prezydentowi Mościckiemu – w planie ogólnym). 

Wisła Pilcha nie pozwala się zamknąć w metaforze arkadii dzieciństwa, stawia opór. Ta w Wielu demonach jest ciągiem dalszym tej widzianej najpierw w Innych rozkoszach (1995) i Tysiącu spokojnych miast (1997), gdzie zabawnie i inteligentnie eksponowała się jako miejsce zaludnione ekscentrykami. Wreszcie w Moim pierwszym samobójstwie (2006) to przestrzeń, w której przechadzają się widma.

Kraków. Towarzyski ciąg

Kraków obecny znacznie mniej, jakby w tle opowieści, porzucony świadomie na rzecz Warszawy. Do Krakowa 10-letni Jerzy przenosi się wraz z rodzicami – dla chłopca w tym wieku to wydarzenie tyleż ekscytujące, co przerażające. W Moim pierwszym samobójstwie Jerzyk cieszy się, że z okien nowego bloku zobaczy stadion Cracovii, ale jednocześnie płacze nocami, bo musiał w Wiśle zostawić ukochanego kota Głupieloka. 

Kraków to dla Pilcha ważne przyjaźnie, te ze studiów na krakowskiej polonistyce i te z „Tygodnika Powszechnego”; to tu literatura i życie zaczną się ze sobą zazębiać. Nie bez powodu opowiadanie zatytułowane Kraków otwiera debiutancki tom, opowiada o trudzie i niemożności zostania pisarzem. Zmaganie z pisaniem wypełnia treść, miasto przejmuje emocje. Najpełniej Kraków zaistniał w Spisie cudzołożnic, gdzie zamienia się w miasto-metaforę martyrologicznego losu. 

Pilch przyzna po latach, że spędził w Krakowie „bezkarność młodości”, że posiada on wymiar prywatny i towarzyski. Do końca będzie najwierniejszym kibiciem Cracovii.

Kraków to ul. Nullo, gdzie mieszka, Rynek – gdzie przebywa. I redakcja „Tygodnika Powszechnego”, gdzie pracuje.

Warszawa. Kariera, praca, kobiety

Decyzja o przeprowadzce do Warszawy wzięła się więc ze zmęczenia „miastem fantastycznym, ale niesłychanie wyczerpującym”. Pojawiła się wraz z propozycją pracy w „Polityce”. 

W większości tekstów Warszawa jest nierzeczywista, jest źródłem zdziwienia i zauroczenia. Wyłania się miasto bez określonego centrum. To będzie miasto wybrane, anonimowe, wchłaniające przybyszów. 

Kloszardzi tańczą w podziemiach Dworca Centralnego. Pełen luz. Nikt nie wie, gdzie jestem. Nikt mnie nie poznaje (Miasto utrapienia, 350) 

Miasto utrapienia (2004) to pierwsza warszawska proza Pilcha. Kiedy Jerzy Pilch wydał Miasto utrapienia, był u szczytu sławy. Warszawę oglądał oczami przybysza, przybyszem z małego miasteczka uczynił bohatera powieści Patryka Wojewodę – studenta IV roku prawa. 

Miasto odsłania się w powieści wydarzeniami znanymi z mediów, jak choćby napad na bank i brutalne zabójstwo trojga pracowników, tworząc ramy rozpoznawalności także dla tych, którzy tu nie mieszkają. Takim widzi go Patryk, bo taki ma też nawyk patrzenia – na coś nie do końca oswojonego. I tak jak miasto jest w ciągłym ruchu, w ruchu też jest opowieść, którą Pilch podaje za pośrednictwem rozmnożonych narratorów. 

Warszawa to miasto bez określonego centrum, w powieści ruch rozchodzi się w różnych kierunkach za środek biorąc Pałac Kultury. Od spojrzenia na PKiN Patryk rozpoczyna dzień, sprawdzając aktualną godzinę na jego wieży. Dla Patryka – nowego mieszkańca stolicy – PKiN jest tu przede wszystkim punktem topograficznym.

(…) przemierzałem wzdłuż i wszerz Warszawę. Same – szczerze powiem – trupie trasy. Z jednej strony ciężko uwierzyć, że zaledwie kilkadziesiąt lat temu była tu zbombardowana równina i obłok ceglanego pyłu, z drugiej – jest w warszawskich murach jakaś niestabilność i niepewność; od piwnic idzie pogłos apokalipsy. (Miasto utrapienia, 349)

Widmowe miasto – napisze Pilch w kolejnej powieści Moje pierwsze samobójstwo (2004). U progu drugiego tysiąclecia w kalejdoskopie zmian miasto samo dla siebie staje się obce.

Warszawa to przede wszystkim ul. Hoża, skąd zaczynają się jego trupie trasy na pl. Trzech Krzyży; wcześniej ul. Sienna – tam Pilch mieszkał zaraz po przyjeździe do Warszawy (piękny fragment o Siennej znajduje się w zakończeniu Miasta utrapienia.

W samotności. Wśród lektur

Z literackich miejsc warto zwrócić uwagę także na Leman – u Mickiewicza wydaje mu się ładniejszy. To właśnie książki będą dla niego miejscem przebywania. Własne, kiedy pisze, i wielkich, których czyta.

U Pilcha zadomowienie nie jest możliwe. Nie szuka narracji, które wynikałyby z przynależności do miejsca urodzenia. Krąży więc wokół przeszłości, wokół własnej biografii, kreacji, schodzi w głąb życiorysu – tak jak w podziemia Dworca Centralnego, w których życie toczy się niezmiennie.

Jest jeszcze jeden poziom schodzenia w głąb – w przestrzenie własnego lęku i samotności, która jest bólem, jak napisze w zakończeniu kolejnej – po Mieście utrapienia – książce Moje pierwsze samobójstwo (2006):

Dworzec o świcie. Pusty przedział dla palących. Nie pamiętam. Niczego nie pamiętam. Od dawna nie wychodzę z domu. Od nie wiadomo kiedy nie wychodzę z pokoju. Od lat nie opuszczam własnej czaszki. Nikogo nie ma. Niedługo szósta. (…) Bardzo wieloznacznie stąpam. Krok za krokiem. Ostrożnie i drugą stroną Marszałkowskiej. Płynnie, jak bywa w najpłynniejszych snach. Jak wtedy, gdy wspinaliśmy się na nasyp kolejowy i z wysokości wszystko widać było jak na dłoni: wóz jadący przez most, księdza Kalinowskiego (…) Patrzę z daleka. Z wysoka. Niebo coraz ciemniejsze. Gaśnie węglowe światło twoich włosów. Jestem sam. Odzyskuję ból. (Moje pierwsze…, 285)

Tym, co powtarza się rytualnie, to bezustanne powroty. Pilch – jak narrator jego prozy – nieustannie też będzie wracał tam, skąd biografia pisarska wzięła swój początek – do Wisły. I do dawnych lektur: 

Czytam tylko te książki, które czytałem kiedyś (…) [wracam do nich] dla frazy, dla lustra i dla poczucia, że można napisać tekst właściwie wieczny. 
(„Książki. Magazyn do czytania” 2012, nr 5)

Powiedzieć, że żal, że już nic nie napisze, to nic nie powiedzieć. Została nam słynna Pilchowa fraza. 

29 maja 2020

Dodaj komentarz