Z własnego pokoju. LGBTQ+ i literatura młodzieżowa

Fanfik
Natalia Osińska
Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2016

Tosia wymiotowała w szkolnej toalecie

Natalia Osińska już w pierwszym zdaniu powieści osadza nas w ciasnej, niewygodnej i niepasującej przestrzeni. 

Tosię poznajemy, kiedy wymiotuje w szkolnej toalecie. Przesadziła z antydepresantami. Kabina toalety jest ciasna. Nie ma w niej miejsca dla Tosi, bo większość przestrzeni zajmuje sukienka z pełnego koła, w którą ubrała ją ciotka Idalia.

Tak więc to, że w życiu jest Tosi nie tak, jest jasne od początku. Źle się czuje w szkole, bo źle się czuje w swoim ciele. Nie widzi siebie taką, jaką widzieć chce ciotka, koleżanki ze szkoły, nauczyciele. Inni są pretekstem i lustrem tego złego samopoczucia. Antydepresanty niewiele potrafią zdziałać.

Pewnie zdarzyło się to każdemu z nas, że 1 września nie najlepiej się czujemy. Rozpoczynająca się szkolna przygoda budzi w nas więcej stresu, lęku niż beztroskiej radości spotkania z rówieśnikami.

W trudnym licealnym okresie w ogóle wszystko wydaje się nie na miejscu. Mając lat 16, często zaczynamy albo wciąż nie kończymy kwestionować sensowności własnego istnienia. Nie wiemy, co zrobić ze sobą i tak zwaną przyszłością.

Książka Natalii Osińskiej opowiada o tym złym samopoczuciu. Jest opowieścią o nastoletnich odmieńcach (dlatego że nie pasują do heteronormatywnego świata), ale i dorosłych, których akceptacja staje się niezbędnym elementem przemiany. I wcale nie dziwi, że akceptacja ze strony bliskich przestawia ich życie na właściwe tory. 

Bardzo dobrze zrobiona dziewczyna 

Tosia Graczyk ma 16 lat. Mieszka za zapracowanym ojcem, któremu po śmierci żony pomaga siostra Idalia – właścicielka salonu kosmetycznego. Ciotka jest twardą zawodniczką, nie odpuszcza Tosi żadnych babskich spraw. Zachęca kosmetykami, nęci sukienkami, ciągle koryguje wygląd.

I całkiem zdaje się nie przyjmować do wiadomości, że Tosi to kompletnie nie interesuje – ani wygląd, ani uśmiechanie się, do czego Idalia ją bezustannie namawia. Tosia nie za bardzo buntuje się przeciwko ciotce, bo chce tylko świętego spokoju. Nawet za cenę tego, że źle się czuje.

Nieoczekiwanie kiedy przemoczona deszczem przebierze się w bluzę przyjaciela Leona, wreszcie poczuje się dobrze. Spojrzy w lustro i zobaczy siebie bez uwierania. Jakby nagle wszystko znalazło się na właściwym miejscu. W takiej sytuacji nie sposób nie zacząć walki o siebie. I dobre samopoczucie.

Lustrzane odbicie

Oswajanie własnej odmienności odbywa się w powieści podwójnie: poprzez samoświadomość, ale i poprzez akceptację ze strony innych. Droga do wnętrza i podróż do świata to jednoczesne wyprawy do odbycia.

Tosia staje się Tośkiem, kiedy dostrzega w lustrze siebie w męskiej bluzie, ale może to zobaczyć, bo bluzę dostaje od szkolnego przyjaciela. Dla Leona Tosia w męskich ciuchach nie stanowi najmniejszego problemu. Nie ma kłopotu z akceptacją, bo sam żyje w świecie, w którym męskie – kobiece to tylko dwie z wielu prawd.

Dzięki Leonowi Tosi zrozumie, jak bardzo uwięziona została w nieswojej roli. Wyzwalając się z narzuconych kategorii binarnych, zaczyna docierać do wewnętrznej prawdy o tym, kim jest.

Nie przypadkiem Tosia/Tosiek zaczyna szukać informacji w internecie. To właśnie we własnym pokoju pogrążona serfowaniem w sieci, może być z dala od opresyjnego świata, ze sobą. Szukać sobie podobnych.

Z internetu dowiaduje się nie tylko tego, że nie jest dziewczyną (i to jest OK), ale także nie jest problemem. Bo problemem są inni, którzy nie potrafią zaakceptować świata wychodzącego poza binarny schemat męskie – kobiece. Tyle że wyjście z samotności (z przekonaniem, że są na świecie tacy jak ja) skazuje ją na inną samotność – bycia z dala od bliskich, którzy tego nie rozumieją. Zamknięcie we własnym pokoju. Ale i z niego też trzeba będzie wyjść.

Bądź sobie, kim chcesz!

Nawet jeśli wydaje nam się, że Tosia zbyt bezceremonialnie zamienia się w Tośka, zbyt płasko opowiada się o znaczącej i przełomowej przyjaźni z Leonem, to jednak Osińska pokazuje okoliczności przemiany w niesamowicie sugestywny sposób. Obserwujemy dość przejmujący momentami spektakl poszukiwania widzialnych oznak przemiany: w stroju, obcinaniu włosów, sposobach mówienia o sobie, symbolicznej śmierci czy ucieczki. Prób wyjścia z dawnego zamknięcia.

Zaprzyjaźnieni z Tośkiem czujemy, że coming out oznacza potrzebę spektakularnych działań, inaczej płeć (a więc Tosiek) pozostanie niebezpiecznie niewidoczna. Niezgodność z płcią biologiczną tym bardziej pociąga za sobą utwierdzanie się w płci kulturowej. Tosiek nie ma z tym problemu, świetnie mu to wychodzi, znajdując dla wszystkich swoich zachowań formułę „totalnego odlotu”. 

Ale dopiero ostateczna akceptacja ze strony ojca i ciotki pozwoli na finalne wyjście nie tylko z szafy, ale i ciasnej toalety oraz własnego pokoju. Staje się wychodzeniem do świat z własnej intymności.

Kogo ty chcesz oszukać? 

Sprawa z Leonem jest dużo bardziej skomplikowana. I naznaczona tragizmem. Leon nosi w sobie tajemnicę. Jest nowy w poznańskim liceum. Ale z czasem dowiadujemy się, że jest skłócony z rodzicami, mieszka daleko od nich, bo nie uznają jego odmienności. Nie ma tyle co Tosiek odwagi na „totalny odlot”, na spektakularną demonstrację – krzykliwą, agresywną i domagającą się bezwzględnego uznania. Ale – powiedzielibyśmy – radzi sobie. Zakłada teatr, działa społecznie, jest ulubieńcem dyrektorki.

Aż do momentu, kiedy szkolna koleżanka Emilia wreszcie wykrzykuje Leonowi, że Tosia jest Tośkiem. Leon to wie. W końcu wtajemniczony od początku wspierał przyjaciela w tej przemianie. To on dał Tosi/Tośkowi bluzę.

Ale dopiero Emilia uświadamia mu, że jego „maślane oczy” to dowód uczucia wykraczającego poza bezpieczną, bo zachowującą pozory normę. W tym uczuciu Leon musi przejrzeć się jak w lustrze i zobaczyć, kim jest naprawdę. A potem odważyć się wyjść z własnego pokoju, który tak pieczołowicie wcześniej urządzał meblami z piwnicy Tośka.

Leon czuje się gorszy od innych. Przede wszystkim dlatego, że rodzice nie chcą go znać, wujek z hukiem (i krzykiem) wyrzucił z domu, a Maciek – dotkliwie pobił, bo Leon ośmielił się zapytać go, czy mu się podoba.

Nie, jego historia nie jest tak prosta do opowiedzenia jak brawurowa przemiana Tośka. Jego droga jest bardziej wyboista. Choć teoretycznie od początku wie, kim jest, to jednak dużo trudniej będzie mu z tym żyć.

Poza binarnymi kategoriami

Książka Osińskiej to opowieść, którą oczywiście czyta się w inicjacyjnym kluczu, historia o coming oucie. Warto mimo wszystko zobaczyć w niej także powieść, w której zacierają się kategorie dzieciństwa i dorosłości.

W zasadzie i Tosia/Tosiek, i ojciec, ale i ciotka Idalia zachowują się czasem jak dzieci. Ich światy emocjonalne mieszają się. Krzyżują, żeby w końcu odnaleźć w akceptacji i uznania dla własnej jednostkowej osobności.

„Fanfik” to także opowieść o miejscach, w których uwiera tożsamość albo w których się rodzi się na nowo. Ciasna toaleta, szkoła czy najbardziej intymny własny pokój tworzą przestrzeń szukania więzi – ze sobą bądź innymi. Ale tylko własny pokój okaże się przestrzenią samotności, ale i bezpiecznej intymności. Miejscem-wnętrzem, z którego wychodzi się do zewnętrznego świata, ryzykując wszystko.  

Własny głos. LGBTQ+ i literatura

Można też przeczytać tę opowieść, idąc tropem Fragmentu dyskursu miłosnego Rolanda Barthes’a, który wyznanie miłości nazywa „wydawaniem głosu”. Jeśli przyjmiemy optykę Barthes’a, historia nastoletniej miłości stanie się nazywaniem i ujawnianiem siebie, uczuć, prawdziwego stanu rzeczy. W przypadku Leona właściwym lustrem, w którym zobaczy i zaakceptuje siebie, będzie właśnie wyznanie miłości.

Dopiero ten rodzaj „wydawania głosu” będzie dla Leona drogą do własnego wnętrza i odwagą szukania akceptacji u innych.

W postaci i losie Leona docieramy symbolicznie do sedna teorii queer, kwestionującej istnienie stabilnych tożsamości. Leon to symboliczna tożsamość w ruchu, który jest ucieczką przed dyskursem władzy. W powieści Osińskiej dyskursem władzy są rodzice i ich przekonania, ale i szkoła czy twarda męska agresja.

Leon tkwi w świecie uporządkowanym binarnie. Nie jest typem rewolucjonisty i odlotowca. Ale właśnie dlatego, że nie dokonuje tak drastycznego ruchu przemiany jak Tosia/Tosiek, wymyka się definicjom. To Leon wprowadza w świecie powieściowym poczucie destabilizacji tego co męskie bądź kobiece. Dzięki niemu obserwujemy, jak binarne opozycje wyczerpują się. Bo nie wystarczają do opisu jego losu. 

Odnajdując się w lekturze

Z przestrzeni wnętrza dochodzimy więc do pewnego typu lektury, którą można by nazwać reparacyjną. W lustrze losów bohaterów możemy bowiem przyjrzeć się naszemu poczuciu obcości, odmienności i na tym gruncie wypracować nowe formy współżycia oparte na przekonaniu o indywidualnym doświadczeniu, które nie daje się sprowadzić do gotowych grupowych form. 

Ten typ lektury (i życia) zakłada więc pojawianie się niespodzianek w dialogu między naszymi indywidualnymi „ja”. Stawką w takiej opowieści nie jest szacunek dla różnicy, ale w ogóle rezygnacja z ujednolicających zamykających kategorii i w zamian otwarcie się na przygodność w nieoczekiwanym i pozbawionym scenariusza spotkaniu z Innym. 

Tak jak dla Tosi/Tośka 1 września niespodzianką okazało się spotkanie z Leonem. I jak dla wielu z nas wciąż pozostaje niespodzianką spotkanie z niebinarną Margot.

1 września 2020

Dodaj komentarz