„Odzyskanie” na Ziemiach Zachodnich

Odzyskanie
Anna Robak-Reczek
Lucky 2019

Ziemie Odzyskane to kłopotliwy termin. Zakłada bowiem określoną wersję historii i ustawia wyraźny podział na centrum i peryferia. Trudno wyrwać się z kolonialnej pułapki. Jeszcze trudniej literaturę umiejscowioną nie zatopić całkowicie w historyczno-geograficznym kontekście. 

Różnie na te akademickie dylematy odpowiadają pisarze. Często zbyt dosłownie starają się prowadzić dialog – dając do zrozumienia, że wiedzą, czytali, są wrażliwi – na czym nierzadko cierpi narracyjna konstrukcja zapętlająca i wikłająca bohaterów. Z czytania wówczas przyjemność mają analizujący ją akademicy, znacznie mniejszą – czytelnicy szukający w książkach odbicia własnego życia, własnych doświadczeń, ukojenia i uwolnienia od przypadkowego jednostkowego losu. 

Anna Robak-Reczek powieść Odzyskanie lokuje na Ziemiach Odzyskanych. Ale wybierając gatunkowo powieść popularną, może swobodnie pominąć grę z akademickim dyskursem peryferyjno-centrowo-kresowym. Unik? Nic z tych rzeczy. Nie wiem, na ile świadomie, na ile intuicyjnie – ale Robak-Reczek wybiera czytelnika – tego, który niczym w ulubionym serialu, chce przeżyć z bohaterami kawałek ich życia. 

Odzyskiwanie miejsca przez przesiedleńców

Główną bohaterkę Alinę Majewską poznajemy na stacji kolejowej. Właśnie przyjechali przesiedleńcy, wysiadają nieufni i niepewni losu. Na Ziemie Zachodnie przyjechali ze wschodu – tak jak ona. 

Lubin stał się jej i ich nowym domem. Staje się powoli, bo dom to nie tylko przestrzeń do zagospodarowania. Zapuszczanie korzeni to długi proces poznawania miejsca, ludzi, klimatu. Alina poczuje, że Lubin to jej miejsce dopiero wtedy, kiedy pochowa ojca – to da jej poczucie związania z ziemią. 

Pytanie: skąd jesteś? dziś skłania nas do wskazywania miejsc, w których mieszkamy obecnie. Tam gdzie pracujemy, żyjemy, mamy dom. 

Anna Robak-Reczek przypomina nam, że kiedyś – jeszcze nie tak dawno, zaraz po wojnie – własnym miejscem na ziemi było to, gdzie się urodziłeś. To wyznaczało ramy pojedynczych tożsamości. Ktoś był ze Stanisławowa, ktoś inny ze Śląska, ktoś jeszcze z Warszawy albo ze Lwowa.

Dzięki temu drobnemu szczegółowi obecnemu w dialogach mieszkańców poznających się wzajemnie miejsca pochodzenia wchodzą we wzajemne relacje – pozbawione hierarchicznego układu odniesienia. To zaskakująco odświeżająca – i uwalniająca – perspektywa. Miejsce – to dawne i to nowe – staje się losem.

Codzienność Wielkiej Historii 

Każdy z nas ma w swojej rodzinie Alinę Majewską. Zwykłą urzędniczkę, która próbuje przeżyć życie. Zwyczajne troski, sprawy codzienne. Na pewno wygląda inaczej niż ta na okładce książki. Jest bardziej zwyczajna, codzienna. Ta powieściowa także.

Kiedy już Wielka Historia wdziera się w codzienność i zwyczajność, zaczepia nas osobiście. Najpierw więc to przesiedlenie, potem szukanie ojca zagubionego gdzieś w wojennej zawierusze, który przecież nie będzie wiedział – bo i skąd – że wyjechała ze Stanisławowa, że teraz jest na Ziemiach Zachodnich. Wreszcie kolejne mroczne daty, luźno ingerujące w codzienność: 68, stan wojenny i lata po nim. 

Zwyczajność bytowania 

Odzyskaniu nie ma tradycyjnie pojmowanej Wielkiej Historii, zdarzeń, które mają wpływ na losy bohaterów. Jest za to coś bardziej nieuchwytnego – historyczny klimat, którym oddychamy jak powietrzem i który – niczym to mroźne albo upalne – ma wpływ na nasze codzienne bytowanie. 

Wdzięczna jestem autorce za tę kobiecą zwyczajność zasiedlania nowego miejsca. Zadomawiania się tyleż wśród ludzi, co i okolicznym krajobrazie. I za wrażliwość na przyrodniczo-klimatyczny szczegół. 

Lubińska jesień charakteryzowała się mgłami, wiszącymi nisko nad ulicami i zmieniającymi miasto w krainę duchów. [..] Od pól ciągnęło chłodem i długie spacery za miast znacznie się skróciły.

s. 182

Pejzaż na Ziemiach Zachodnich przypomina nam bowiem o umowności granic politycznych. Germańskość czy rosyjskość nie tyka się przyrody. Złota jesień w Lubinie będzie nie mniej złota niż w Stanisławowie. 

20 kwietnia 2022

Dodaj komentarz