
Top 15 książek o Rzymie. Literacki GPS po Wiecznym Mieście
Pewnie można by powiedzieć, że Rzym to miasto-palimpsest, w którym stulecia nadpisywały własną historię, nie wymazując poprzedniej do końca. To sprawia, że cesarstwo prześwieca przez barok, barok przez modernistyczną kamienicę, a wszystko to przykryte jest nalotem tak wielu zdań, że trudno postawić krok, nie depcząc po czyimś akapicie.
Wracam do Rzymu po raz kolejny – tym razem obiecałam sobie, porządnie, na długo, przygotowana i uzbrojona w literacki kontekst. Ale na długo przed wylotem i na długo po nim Literacki GPS prowadzi przez Rzym nie ulicami, lecz okładkami.
Rzym starożytny: miasto jako los
Najstarsza warstwa to ta, którą znamy, zanim jeszcze cokolwiek przeczytamy, czyli Rzym cezarów, igrzysk i imperium. Dla polskiego czytelnika najpewniej pierwszym przewodnikiem pozostaje Quo vadis Henryka Sienkiewicza – do dziś mam przed oczami Rzym Nerona, palący się i pławiący w okrucieństwie, oglądany przez podwójną soczewkę zmysłowej fascynacji i moralnego osądu. To powieść, która zbudowała w zbiorowej wyobraźni cały rekwizytornię antyku. I choćby z tego powodu warto do niej wrócić, by zobaczyć, jak literatura potrafi narzucić obraz silniejszy niż jakikolwiek przewodnik.
Zupełnie inny Rzym (wewnętrzny, intelektualny, niemal kameralny mimo cesarskiej skali) odnajdziemy w Pamiętnikach Hadriana Marguerite Yourcenar (pierwsza kobieta wybrana do Akademii Francuskiej). O jej Pamiętnikach… mówi się, że to jedna z najpiękniejszych książek, jakie kiedykolwiek napisano o władzy i przemijaniu: starzejący się cesarz spisuje rachunek życia, a my razem z nim wędrujemy od Forum po willę w Tivoli. Yourcenar nie rekonstruuje antyku, ona go myśli, i po jej lekturze rzymskie ruiny przestają być malowniczym tłem, a stają się zapisem konkretnej, ludzkiej świadomości. To było dla mnie odkrycie – z wdzięcznością myślę o wydawnictwie Karakter, które książkę dało polskim czytelnikom w 2022 roku.
A jeśli ktoś woli Rzym jako machinę polityczną, znajdzie go u Roberta Harrisa, w trylogii o Cyceronie (Imperium, Konspiracja, Dyktator). Republika opowiedziana głosem sekretarza Tirona to thriller o intrydze, ambicji i upadku ustroju. I naprawdę czyta się jak współczesny dramat polityczny, tyle że na Forum Romanum. Bardzo dobra lektura dla tych, których interesuje, jak działała władza w mieście, które wynalazło politykę.
Rzym podróżnych
Druga warstwa to Rzym widziany oczami przybysza, a więc miasto, w które zagłębiasz się, by stać się kimś innym. I w tym przypadku warto zacząć od klasyki, czyli Podróż włoska Goethego, zapis lat 1786–1788, kiedy poeta uciekł z weimarskiego dworu, by w Rzymie „narodzić się na nowo”. Jego entuzjazm bywa naiwny, ale ma w sobie coś bezcennego: świeżość kogoś, kto pierwszy raz dotyka tego, o czym dotąd tylko czytał.
Bardziej ironicznym, błyskotliwym przewodnikiem są Przechadzki po Rzymie Stendhala, którego sztuka potrafiła doprowadzić niemal do omdlenia. To Stendhal nauczył nas, że Rzym można przeżyć jako nadmiar: zbyt wiele naraz.
W powrocie do Rzymu najlepszym przewodnikiem dla mnie stały się nieoczekiwanie Obrazy Włoch Pawła Muratowa. Rzymskie rozdziały to lekcja patrzenia: jak czytać kościół, fresk, fontannę. Muratow skłonił mnie do tego, żeby raz jeszcze po wspaniale napisane Podróże do Włoch Jarosława Iwaszkiewicza. Rzym widziany przez Iwaszkiewicza ma w sobie miks historii, spojrzenia na sztukę i melancholijne zanurzenie we własnej biografii. Zawsze mnie zastanawiało, jak to możliwe pracować w takim mieście jak Rzym, gdzie na każdym kroku kusi cię i odciąga coś innego. A przecież to w Rzymie Martwe dusze pisał Gogol i to właśnie temu miastu poświęcił niedokończony fragment zatytułowany po prostu Rzym.
Rzym obcych (piękno i niepokój w XIX wieku)
Jest jeszcze Rzym widziany przez przybyszów, którzy zostali w nim dłużej i odkryli, że pod warstwą wielkości czai się coś niepokojącego. Nathaniel Hawthorne w Marmurowym faunie osadził w mieście opowieść o artystach, winie i niewinności, w której rzymskie ruiny i muzea stają się scenografią moralnego upadku. To Rzym piękny i lekko trujący – dosłownie, bo dziewiętnastowieczne miasto wciąż nawiedzała malaria. Wielbiciele powieści gotyckiej powinni sobie ten tytuł wpisać na obowiązkowa listę.
Podwójność Rzymu świetnie uchwycił Henry James. W Daisy Miller młoda Amerykanka spaceruje nocą po Koloseum i przepłaca to życiem; w Portrecie damy Rzym jest miastem, w którym Isabel Archer odkrywa, że wybrała własne więzienie. U Jamesa Wieczne Miasto bywa pułapką dla niewinnych – miejscem, gdzie europejska przeszłość pochłania amerykańską świeżość. To literatura, w której architektura jest psychologią.
Przedmieścia, czyli Rzym w XX wieku
I wreszcie bliski i znany nam XX wiek, a w nim Rzym, który przestał być pocztówką, a stał się miastem zwykłych ludzi, biedy i powojennej gorączki. To terytorium włoskiego neorealizmu w literaturze. Alberto Moravia w Rzymiance i Opowiadaniach rzymskich zszedł z Forum na ulicę, do świata prostytutek, drobnych cwaniaków i znużonej mieszczki.
Lubię też Rok w Rzymie Anthony’ego Doerra, który przekonuje nas o banalnej prawdzie, o której łatwo zapomnieć w pośpiechu zwiedzania: że Rzym najlepiej odsłania się temu, kto pozwoli sobie w nim po prostu być.
Rzym z bliska: współczesne przewodniki dla czytających
Jest wreszcie cała grupa książek, które nie są ani powieściami, ani klasycznymi przewodnikami, lecz czymś pomiędzy: eseistyczną nawigacją, którą najlepiej zabrać ze sobą i czytać na miejscu, z kawą w dłoni.
Pierwszą z nich są Spacery po Rzymie Ewy Bieńkowskiej (tytuł kłania się tradycji Stendhala). Znana historyczka sztuki i literatury prowadzi nas przez Wieczne Miasto jego kościołami, które dla Bieńkowskiej są świadkami czasu, pokazującym, jak nakładają się na siebie warstwy epok. Szesnaście rozdziałów, z których wytycza jedną trasę spacerową; to lektura erudycyjna, miejscami wymagająca, prowadzona tonem rozmowy z czytelnikiem o podobnej wrażliwości.
Po spacerach Bieńkowskiej niezmiennie polecam Obiad w Rzymie. Historia świata w jednym posiłku Andreasa Viestada. Norweski szef kuchni i krytyk kulinarny siada przy stoliku rzymskiej restauracji i danie po daniu, składnik po składniku opowiada dzieje cywilizacji. Chleb, oliwa, sól, makaron, wino, cytryna: każdy z dziewięciu rozdziałów dowodzi przewrotnej tezy autora, że więcej historii kryje się w misce makaronu niż w Koloseum. To Rzym smakowany dosłownie, ale choć lekko się czyta, to lektura zaskakująco głęboka.
Zamiast przewodnika
I pewnie można przy każdej wizycie dodawać kolejne i kolejne pozycje znacznie lepsze niż klasyczne przewodniki. Rzym ma tę właściwość, że im więcej o nim czytamy, tym mniej wiemy, gdzie kończy się miasto, a zaczyna literatura. I tak sobie myślę przy okazji miejsc odkrywanych w literaturze, że fenomen miast takich jak Rzym tkwi nie w kamieniu, lecz w nieustannym przepisywaniu.
18 czerwca 2026