Jakich granic Stasiuk nie przekracza

Grochów
Andrzej Stasiuk
Czarne 2012

Wschód
Andrzej Stasiuk
Czarne 2014

Moja babka mieszkała na Podlasiu. Chata nie stała we wsi. Mówiło się na to „kolonia” – luźno rozrzucone zagrody oddzielone osikowymi zagajnikami i szpalerami starych, strzelistych topól. Dom stał w sadzie.

(Grochów: 2012, 7)

Podróż to najbardziej znany motyw w prozie Andrzeja Stasiuka, czyli podróż jest zawsze nieśpieszna, często zaczyna się tuż przed wschodem słońca, zawsze wraca do punktu wyjścia (takie są wyprawy w Jadąc do Babadag, Fado czy Dzienniku pisanym później). Obowiązkowo powrót staje się początkiem innej podróży – wewnętrznej, w pamięci, procesem odtwarzania, kreowania i zapisywania. Pamięć i język to moja ojczyzna – powtarza niejednokrotnie.

Dziś, kiedy tak łatwo wróciły granice realne i symboliczne (i nie jest pewne, czy po walce z epidemią Covid-19 równie szybko znikną), przypomina mi się – kiedyś traktowane z pobłażliwością – wyznanie Andrzeja Stasiuka o silnym przeżyciu przy przekraczaniu granicy. O emocjonalnym doznaniu znajdowania się w miejscach, w których zmienia się krajobraz, a tablice z nazwami miejscowości w obcym języku informują, że jesteś już gdzieś indziej, na obczyźnie.

Czytelnicy pisarza z Wołowca wiedzą, że jeździ on głównie na Bałkany, do Albanii, od jakiegoś czasu do Rosji. Europa Stasiuka jest miejscem w ruchu, ruchomych granic i ciągłych zmian, polityki dominacji i podporządkowania znaczonej kolejnymi edycjami wydawanych map.

Miejsca wybrane

To właśnie geografia określa tożsamość narratora prozy Stasiuka, ona chce być główną determinantą losu (nawet jeśli to tylko złudzenie). W Fado pisze, że 

żyć w Karpatach to tyle, co pamiętać, że obywatelstwo oraz narodowość miały tutaj wartość dość znikomą
(Fado: 1996, 66).

„W tych stronach” – powtarza do znudzenia – życie toczy się w innym rytmie niż ten ustalony w politycznym centrum. Idąc tym tropem można sięgnąć do Yi-Fu Tuana, który przypomina, że zaimki osobowe, zaimki wskazujące i przysłówki określające położenie wzajemnie się implikują, tworząc sieć, w której odległość jest zawsze odległością od siebie.

W „tych stronach” miejsce urodzenia nie jest konwencjonalną informacją podawaną w dowodzie osobistym, ale właściwością tożsamości, śladem nieposklejanych części międzypokoleniowego kodu, kulturowego DNA, przebywania w przestrzeni nieciągłej; wyobraźni zbudowanej na granicach, dla której całość będzie jedynie fantazmatem. Tak jest na Bałkanach, w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Albanii, gdzie Stasiuk nie potrafi myśleć o niczym innym poza odczuwaniem i cielesnym odbieraniem miejsca. Wszystko to miejsca wybrane: Wołowiec, Galicja czy „moja Europa”, której granice wyznacza za pomocą cyrkla. W nich zapuszcza korzenie pamięci.

Podróż nieodbyta

Ale jest jeszcze jedna przestrzeń w prozie i orbicie Stasiuka, która pojawia się zdawkowo, ledwie wspominana. To geografia dzieciństwa – miejsca porzucone, zostawione i z jakby nieco lękowo omijane. Grochów – część Pragi-Południe po prawej stronie Wisły w Warszawie, okolice placu Szembeka. To tu się wychował pisarz z Wołowca i stąd decyduje się wyjechać, żeby osiąść w Beskidach. Na Grochów Stasiuk wraca, kiedy umiera jego przyjaciel. Wraca potrójnie: w pamięci i opowieści, symbolicznie w tytule cyklu opowiadań oraz za pomocą Google Earth. Sprawdza, co się zmieniło, upewnia się, że było – i miejsce, i przeszłość. W tym przypadku szybkość internetowych łącz jest odwrotnie proporcjonalna do pamięci, która spowalnia, wstrzymuje, a czasem unieważnia proces zapominania. Po śmierci przyjaciela Grochów staje się gwarantem istnienia, potwierdzeniem tego, że się żyło; paliło ognisko gdzieś przy torowisku i wyruszało w kolejną podróż w wyobraźni:

Po prostu wyobrażaliśmy sobie różne rzeczy, by wziąć w nich udział
(Grochów: 2012, 49).

Za to jeszcze rzadziej i bardziej zdawkowo pojawia się wieś nad Bugiem, gdzie przez lata jeździ do dziadków (tam upił się po raz pierwszy). We Wschodzie próbuje zaledwie dotknąć rodzinnej geografii miejsc opuszczonych przez rodziców, których awans społeczny przerzuca do Warszawy.

Dlaczego Stasiuk nie wraca na wieś nad Bugiem, a zamiast tego jedzie do Rosji? Nie, w Rosji – wbrew temu, co sądzi – nie dobierze się do wschodniości ani metafor z dzieciństwa. Nie, nie czuć na Syberii, w Mongolii czy w Chinach tej samej intensywności miejsca i przeżycia, z którym obcujemy choćby w Dzienniku pisanym później.

Chciałoby się więc zobaczyć wieś nad Bugiem, obejrzeć z bliska mapę biografii chłopskiego wnuka. Zajrzeć do domu w sadzie i na łąkę obok. I spotkać babkę Stasiuka, która wierzyła w duchy.

21 kwietnia 2020

Dodaj komentarz